Rozmowa z Janem Syrnykiem- podsumowanie pracy przewodniczącego szczecińskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce

04 kwi 2025 13:08
Jan Syrnyk w siedzibie związku przy ul. Mickiewicza w Szczecinie

14 marca  2025 roku w siedzibie Związku Ukraińców w Polsce Oddział w Szczecinie, przy ul. Mickiewicza 45 odbyło się oficjalne pożegnanie Jana Syrnyka, który 21 grudnia 2024 roku przekazał przewodnictwo szczecińskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce Piotrowi Kołodziejowi.

Rozmowa z Janem Syrnykiem
-----------------------------------------------------------------------------------------------

Panie Janie powiedział Pan koniec - przewodnictwo Pan oddał. Ale zacznijmy od początku. Jak Pan trafił do Szczecina?

Mieszkałem w dawnym województwie koszalińskim. Później pojechałem do szkoły do Legnicy. Uczyłem się w IV Liceum Ogólnokształcącego z językiem ukraińskim.  Po ukończeniu liceum  wybór padł na Szczecin. Pamiętam jak do Szczecina jechałem wystraszony. Pochodzę z małego miasteczka i przyjechać tutaj, do ponad 300 tysięcznego miasta było dużym wyzwaniem. Przyjechałem w 1980 roku i tu już zostałem. Tutaj poznałem małżonkę i trafiłem do ośrodka ukraińskiego. Od początku angażowałem się w pracę dla naszego Stowarzyszenia. Zaangażowanie było coraz większe szczególnie gdy już otrzymaliśmy siedzibę. Zostałem  wybrany  przewodniczącym koła miejskiego w Szczecinie i jako szef koła miejskiego przez czternaście lat  prowadziłem działalność społeczną.

Czy na przestrzeni lat można podzielić Pana działalność na etapy?

Pamiętam doskonale pierwszy wyjazd na Ukrainę z pomocą humanitarną. Był rok 1998. Ze Szczecina był organizowany transport  dla powodzian i to chyba był taki moment przełomowy kiedy się zaangażowałem w pracę wolontaryjną. Później była epidemia grypy na Ukrainie, 2005 rok i wreszcie lata 2013 - 2014. Od tego czasu  wysyłamy pomoc.
Na początku mieliśmy inne problemy niż te z którymi dziś się mierzymy. Otrzymaliśmy budynek dzięki pomocy i wsparciu z Urzędu Wojewódzkiego. Pan Marek Tałasiewicz (przyp.wojewoda woj. szczecińskiego w latach 1990-1998) lobbował na rzecz przekazania tego ośrodka na rzecz Ukraińców.
Początek tu, w siedzibie to była praca dosłownie od zera. Przywrócenie budynku do użyteczności wymagało ogromnego nakładu sił i środków. Ale wszyscy bardzo się cieszyliśmy. Mieliśmy wreszcie dach, pomieszczenia gdzie można było się spotykać, choć warunki były niesamowicie pionierskie. Z trudem się poruszaliśmy. Sam raz wpadłem do piwnicy, bo podłoga się zarwała. Takie były czasy. Okna były pozabijane deskami, żeby ramy nie powypadały. Pierwsza wspólna zabawa była organizowana w prowizorycznych warunkach, ogrzewaliśmy „kozą” pomieszczenia. Trudne początki jednak niezwykle nas mobilizowały. Mieliśmy siedzibę, wystarczyło poprawić warunki wspólną pracą.  Wspólnie wszyscy kopaliśmy rowy, wynosiliśmy gruz. Zaangażowanie było ogromne. Były nawet dyżury społeczne. Pilnowaliśmy ośrodka w nocy.
Później ,kiedy zostałem wybrany przewodniczącym oddziału szczecińskiego  „wchodząc mocniej w struktury” zająłem się opracowaniem formuły działalności dla Ośrodka Kultury Ukraińskiej. Zaczęliśmy pisać projekty, wychodziliśmy na zewnątrz z inicjatywami. To był początek między innymi naszych festiwali: Dni Ukraińskiej Kultury, Spotkań Kultur, To były odczyty, spotkania, uniwersytet otwarty. Dzięki temu, że udało się pozyskiwać środki z urzędu marszałkowskiego czy urzędu miasta, nasza działalność mocno się rozszerzała.

Czyli od kultury się zaczęło....

Od kultury się zaczęło. Kultura jednoczy ludzi. Ważnym też etapem, na który warto zwrócić uwagę był rok 2009. Doszło do spotkania z mniejszościami ( przyp.narodowymi i etnicznymi ) jakie działały na terenie Szczecina i województwa. W 2009 roku, w styczniu powołaliśmy Radę Organizacji  Mniejszości Narodowych i Etnicznych. To było dla nas duże wyzwanie aby przyłączyć inne grupy mniejszości do wspólnej pracy. Wcześniej działaliśmy w budynku przy alei Wojska Polskiego. Mieliśmy kontakty z Grekami po sąsiedzku. Grecy w tym czasie nie mieli swojej siedziby. Drugą społecznością byli Litwini. Też bez swojej siedziby. Zwróciłem się do członków zarządu i naszej społeczności z prośbą o umożliwienie działania wspólnie, w naszym budynku. Grecy wówczas mieli bardzo duże problemy z miejscem do nauki języka greckiego dla swoich dzieci. Zaproponowaliśmy pomoc. Pamiętam wielogodzinne spotkania i rozgrywki szachowe w naszej siedzibie. Organizowano też uroczystości i święta.
Utworzona Rada Organizacji Mniejszości była tworem nieformalnym. Początkowo w jej skład wchodzili( przyp. liderzy mniejszości) Grecy, Niemcy, Litwini, Żydzi. Po dwóch latach działalności Rada jednomyślnie dobrała do składu Romów. I tak było do czasu otrzymania własnych siedzib. „Grecy” z czasem dostali siedzibę przy ulicy Garncarskiej, „Niemcy” przy ulicy Dworcowej. Litwini nie mają siedziby. Jest to już niestety bardzo mała grupa.

Panie Janie, najtrudniejszy czas w tym okresie?

Wydawało mi się, że to będzie „covid”, czas kiedy ośrodek został zamknięty ale jednak okazało się, że tamte ciężkie czasy to był początek tragicznych wydarzeń jakie na oczach świata wydarzyły się w lutym, w 2022.  Kiedy słyszeliśmy co się dzieje  przychodziliśmy tutaj do ośrodka. Każdy kto mógł w czymś pomóc tutaj przychodził. Zawiązał się Komitet Pomocy Ukrainie. Był ogromny odzew świata kultury, nauki. W zasadzie każdy zawód był reprezentowany.

Działalność kulturalna przeszła w działalność innego typu..
Jestem w ogóle przeciwny jakiejkolwiek działalności kulturalnej w tym momencie. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale uważam, że nie jest to okres na tańce i wielkie festiwale. Nie mniej jednak organizowaliśmy nadal kulturalne wydarzenia, ale już nie w takim szerokim zakresie. W czasie wojny kiedy ludzie umierają są inne potrzeby.

Co się udało się więc zrobić od wybuchu wojny?

Wysłaliśmy 6 tirów pomocy humanitarnej. Zwróciliśmy na nasz ośrodek uwagę społeczności Walii. Bardzo dużą pomoc otrzymaliśmy z Anglii. Belgii, Danii, Szwecji.  Szkoci- weterani wojenni, przywozili pomoc do Szczecina. Cała społeczność europejska zaangażowała się niesamowicie. Niemki przyjeżdżały do nas do ośrodka i pomagały segregować dary, odzież, porządkować, pakować.

Skąd wiedzieli o  punkcie w Szczecinie?

Informacja szybko się rozeszła, że taki punkt tu, w Szczecinie powstał. Od samego początku informowaliśmy, że organizujemy pomoc, ale tylko i wyłącznie na Ukrainę. W tym okresie powstało bardzo dużo centrów wsparcia dla uchodźców. Nie było centrów wsparcia dla Ukrainy. My chyba jako jedyni wtedy zajęliśmy się pomocą dla Ukrainy. Drugą taką pomoc organizował Pan konsul Henryk Kołodziej dla miasta partnera - Mikołajów i w Stargardzie była i jest nieprzerwanie wysyłana pomoc dla miasta Konotop. My natomiast kierowaliśmy swoją pomoc humanitarną tylko w strefę zmagań wojennych.

Warto chyba też powiedzieć o pracy w ośrodku od wybuchu wojny to dziś

Oprócz 6 dużych transportów tirów, 12 transportów busów wyjechało z pomocą medyczną, 70  innych kursów wyjechało z żywnością. Wszystko na Ukrainę.  Pomoc prowadzona jest też teraz. We wrześniu 2022 roku, angażując obywateli Ukrainy zaczęliśmy robić tu w siedzibie siatki maskujące. Zaczęło się od prozaicznej sytuacji. Przychodziły kobiety, czuły się niezaangażowane w pomoc dla Ukrainy. Chciały robić coś więcej niż pakowanie paczek. Chciały wesprzeć nasze działania pomocowe. Zaproponowałem, że może zaczniemy szyć. Pomysł się spodobał. Zaczęliśmy robić na front ciepłe skarpety, ochraniacze na plecy dla żołnierzy. Wtedy też zaczęliśmy tu siatki wyplatać. Pomysł się spodobał. Kobiety czują ze coś robią dla Ukrainy, że są przydatne tutaj. Codziennie przychodzą i pracują w naszym ośrodku. Jeśli ubrać to w liczby to jest to ponad 4,5 tysiąca siatek.

Wróćmy jeszcze do kulturalnych wydarzeń. Flagowa impreza?

28 lat temu, na scenie ze zbitych z desek, w parku na przeciwko klubu Delta (red. Dąbie) dzięki pomocy pani dyrektor Betki zrobiliśmy pierwsze Dni Kultury Ukraińskiej. Bardzo skromne. Zespół pracowników „Delty” jak mógł przygotował nam scenę. Przyjechały dwa zespoły: „ Kozackie zabawy” i zespół estradowy Wojsk Ochrony Granic, dały koncert w Dąbiu i miejscowości Kluki niedaleko Przelewic, tam gdzie jeszcze społeczność ukraińska mieszkała.
Jeżeli bym mógł powiedzieć, że coś się udało to Dni Kultury rzeczywiście się udały. One przywróciły uwagę do naszej społeczności. Były słynne pochody spod urzędu miasta na Zamek Książąt Pomorskich, kiermasze, spotkania z wytwórcami rzemiosła ludowego. To się cieszyło ogromnym powodzeniem i myślę, że w momencie kiedy wojna się zakończy, a Zamek zostanie wyremontowany wrócimy do tej szerokiej idei imprezy.  Nie będą to jednodniowe obchody a nawet tygodniowe. Zaczynaliśmy kiedyś w środę a kończyliśmy dopiero w niedzielę. Non stop koncerty, spotkania. Chciałbym, żeby moi następcy do tego wrócili, żeby pokazać tę szeroką kulturę,  rzemiosło ludowe, prezentować nasze kino.

Największy Pana osobisty wkład... Dni Kultury..?

Nie, nie. Najbardziej się cieszę z Festiwalu Spotkań Kultur. Dni Kultury Ukraińskiej były organizowane dla społeczności ukraińskiej i mieszkańców Szczecina. Jeśli chodziło o Festiwal Spotkania Kultur, nie skupialiśmy się tylko na mieszkańcach Szczecina. Liczyłem na to, że każda z zaproszonych mniejszości weźmie na siebie ciężar organizacji tych wydarzeń, że nie będzie to tylko rola Związku Ukraińców. Festiwal był organizowany osiem lat ale odbywało się to kosztem  funduszy tylko naszej organizacji. Pisaliśmy wnioski o dofinansowanie za każdym razem w imieniu kogoś. Uszczuplaliśmy tak własne projekty. Sondażowo zrobiliśmy pierwszy festiwal. Były to pojedyncze koncerty tzn. pierwszego dnia- dzień żydowski, następnego  grecki. Powiem szczerze, nie byłem z tego zadowolony. Zauważyłem, że w tym wydarzeniu nie bierze udziału społeczność w szerokim zakresie. Później zmieniliśmy formułę – zrobiliśmy festiwal jakby kompaktowo tak, że raz na scenie występowali Niemcy, raz  Niemcy, Żydzi, Grecy. Zainteresowanie odbiorców znacznie wzrosło, frekwencja znacznie się zwiększyła. To zaczęło procentować.  Szkoda, że to nie przetrwało z uwagi na finanse. No a później mieliśmy już okres „covidowy”.

Równolegle z organizacją festiwali, koncertów realizowaliście wiele projektów..

Ja bym może tu wspomniał dwa projekty. Pierwszy z ostatnich lat, projekt RPO- pozyskanie środków na remont siedziby. Bez tego związek mógłby przestać istnieć.
Natomiast drugim takim projektem, w skali kraju nie słyszałem o takim projekcie to „Depozyty pamięci”. To  projekt, który zwrócił uwagę na zasoby archiwalne naszej organizacji, ponad 15 tyś. dokumentów. Możliwość zachowania całego naszego dorobku od lat 50.
Dzięki „Depozytom pamięci” dokumenty zostały przeniesione na dyski cyfrowe, a oryginały papierowe, dokumenty które były u nas przechowywanego po odpowiednim przygotowaniu zostały przekazane do Archiwum Państwowego w Szczecinie. Druga rzecz. Odnaleźliśmy bardzo dużo negatywów z początku lat 50. Nie ma już osób, które są na tych odnalezionych zdjęciach. Żałuję, że tego nie zrobiliśmy wcześniej. Za późno do tego przystąpiliśmy, ale dużo na szczęście jednak udało się zachować. Ponad 10 tysięcy zdjęć, klatek negatywów zostało zdigitalizowanych. Mamy to w tej chwili zabezpieczone. Dzięki  „Depozytom” pozyskaliśmy też bardzo dużo strojów ukraińskich z terenów dzisiejszej Polski Wschodniej od osób, które przyjechały tu po roku 1947 roku. Przekazali nam część tego co się udało uratować.

A jak można się zapoznać z tym zebranym materiałem?

Został wydany mały katalog tych zbiorów. Jest też strona „Depozytów pamięci”. Dzięki  skatalogowaniu zwracają się do nas muzea i ośrodki. W przyszłym roku rozpoczniemy rozmowy na temat udostępnienia  naszych zbiorów muzeum we Wrocławiu. Zostanie stworzony katalog wystawowy. To jedyny taki projekt  i może to być to przykład dla innych ośrodków.

Wskazówki dla następców ?

Nie chce wskazywać następcom co mają robić. Mają swoje przemyślenia i idee. Ja chętnie pomogę jeśli będą chcieli. Myślę, że z części  moich doświadczeń skorzystają. Jeśli miałbym doradzać, Dni Kultury Ukraińskiej zostaną myślę. Zwróciłbym uwagę na współpracę z innymi mniejszościami.

Komu chciałby Pan podziękować Panie Janie? Wiem, że lista osób przez te kilkanaście lat mogłaby się nie skończyć ale może jednak?

Tak to by było trudne ale spróbuję jednak wymienić osobę, od której to wszytko się zaczęło – Pan Marek Tałasiewicz. Otrzymaliśmy budynek, siedzibę. A później to faktycznie taka długa lista osób dzięki którym jesteśmy, którzy przez lata dawali nam wsparcie, pokierowali naszą pracą, coś podpowiedzieli. Pani Dorota Kowalewska (przyp. pracownik Uniwersytetu Szczecińskiego), Małgorzata Frymus( przyp. dziennikarz Polskie Radio Szczecin), osoby które czuły nasze potrzeby, pracownicy urzędu marszałkowskiego, urzędu miasta. To dzięki tym osobom powstawały nasze piękne festiwale. Bez zaangażowania ludzi z zewnątrz tego wszystkiego by nie było i nie mielibyśmy o czym teraz opowiadać.

A co teraz Panie Janie?

Liczę na kontynuacje projektu „Depozyty pamięci”. Złożyliśmy ofertę w konkursie marszałka województwa dedykowaną mniejszościom narodowym. Czekamy. Chcemy pokazać szerszy kontekst działalności początkowej, powiązań pewnych faktów historycznych, co z czego wynikało, sytuacja była skomplikowana.

Czego można Panu życzyć ?

Nam wszystkim pokoju.

Dziękuję za rozmowę Ewa Gołczyńska

Galeria